Praktyka żeglarska

Tutorial wspinaczkowy

50 metrów nad Morzem Czarnym – widok z noku fokbombramrei “Kruzenszterna”

Każdy od czegoś rozpoczyna naukę i trening wspinaczki, w moim przypadku był to jeden z największych żaglowców i ostatnich windjammerów na świecie. Jeżeli chodzi o specyfikę tego rodzaju wspinaczki, to jedno jest pewne – nic na siłę, praktykanci nie mają obowiązku wchodzenia na maszty. Za ich bezpieczeństwo w pełni odpowiedzialna jest stała załoga. Mimo zaufania do załogi, nigdy nie znalazłam się w sytuacji niebezpiecznej i testowałam zapięcie szelek asekuracyjnych przed wejściem na wanty.

W pierwszym rejsie załoga “Kruzenszterna” pozwalała wspinać się tylko w bezwietrzną pogodę przy praktycznie zerowym falowaniu. Na “Darze Młodzieży” wszyscy wchodzili niezależnie od warunków, w marcu jeszcze padał śnieg, a wszystko było zmrożone. W zeszłym roku dwukrotnie wspinałam się w nocy na bombramreję “Fryderyka Chopina”. Za drugim podejściem, za sprawą wiatru i silnego falowania, trudno było nawet oderwać rękę od stelaża masztu, żeby zabezpieczyć się przed upadkiem z 35 metrów. Kołysanie jest tym bardziej odczuwalne, im wyżej znajdziemy się nad położeniem środka ciężkości statku. Do tego dochodzi jeszcze świadomość, że z pokładu nie widać, co dzieje się na bramrejach ani wyżej położonej bombramrei, a wokół nie ma nic poza czarną taflą wzburzonego morza.

Mało prawdopodobne, że celowo znajdziemy się w takiej sytuacji. Sama tego nie planowałam, nie było chętnych do wspinania się na bombramreję. Część albo była zmęczona, albo wcześniej nie miała okazji tam się znaleźć. Ktoś jednak musiał pomóc w odwiązaniu sejzingów bombramsla. Wspinanie się po masztach, stawianie, sprzątanie i refowanie żagli rejowych jest możliwe jedynie na żaglowcach szkoleniowych lub w sporadycznych przypadkach na jachtach komercyjnych. Wspinaczka po masztach może przynieść dużo satysfakcji, szczególnie przy pięknej pogodzie.

Jak wygląda wspinaczka po masztach w praktyce?

Na początku zakłada się szelki asekuracyjne z klamrami, które umożliwiają regulację pasów udowych i barkowych. Zaczep grzbietowy w postaci klamry metalowej typu “D” ułatwia ułożenie szelek właściwą stroną na pokładzie. Najpierw przekładamy nogi, a później zakładamy szelki na ramiona.

Bez wcześniejszego doświadczenia bardzo łatwo wplątać się w pasy od szelek. W każdym razie zawsze można poradzić się pomocy instruktora.

Podpinamy linki bezpieczeństwa, tzw. wąsy do klamry szelek na wysokości talii, o ile wcześniej nie zostały zaczepione. Najczęściej stosowane są potrójne liny bezpieczeństwa, z jednym karabińczykiem dla szelek i dwoma do asekuracji.

Pasy szelek asekuracyjnych nie powinny być poskręcane. Po sprawdzeniu należy je odpowiednio wyregulować w taki sposób, żeby przylegały do ubrania, ale jednocześnie nie uwierały. Warto sprawdzić, czy można się na czymś swobodnie zawiesić. W końcu lepiej sprawdzić na pokładzie niż podczas wspinaczki.

Jeżeli jesteśmy w 100% pewni, że szelki zostały prawidłowo założone, możemy rozpocząć wspinaczkę po wantach. Na wanty należy wchodzić w odpowiednich odstępach i z reguły od strony nawietrznej. Najbezpieczniej będzie, jak osoba przed nami dotrze do pierwszej platformy, czyli na tzw. marsa. Stopy stawiamy na wyblinkach po obu stronach wanty, a rękami staramy się sięgnąć jak nawyżej. Najlepiej wcale się nie zatrzymywać i nie podpinać karabińczykami na wantach, chyba że jesteśmy zmuszeni do zrobienia dłuższej przerwy.

Kiedy jesteśmy przy platformie, pierwszą rzeczą którą musimy zrobić, to podpiąć się do lajfliny. Przy próbnym wejściu zawsze wyznaczana jest osoba do asekuracji, która udziela porad, o co najlepiej się podeprzeć. Przy wchodzeniu na wyższą platformę schemat się powtarza. Inaczej jeszcze wygląda przejście na reję, ponieważ cały czas musimy być zabezpieczeni linami bezpieczeństwa, a dodatkowo należy poinformować pozostałe osoby o zamiarze wejścia na pertę.

Instrukcje dotyczące czynności wykonywanych z żaglami na rejach są dokładnie udzielane na miejscu. Wszystko odbywa się pod nadzorem uprawnionego członka załogi. Jeżeli szelki asekuracyjne są prawidłowo zapięte oraz jesteśmy podpięci dwoma karabińczykami do linki asekuracyjnej przy rei, nie ma powodu do obaw. Zdarzały się przypadki, że ktoś zawisł na szelkach albo spadł z masztu i sobie coś złamał. Jednak nie słyszałam o wypadkach śmiertelnych. Takich sytuacji nie jest za wiele, być może za sprawą adrenaliny, która motywuje do ciągłej samoasekuracji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *